
Victory of Darkness zine
Miejsce: Inowrocław
Data opisu: 2026-03-30
Pora na zaindeksowanie na stronie i w archiwum pisma o może i nieco „tryumfalnej” nazwie, ale idealnie wpisującej się w gniewne lata ’90 w Polsce. Tym bardziej, że w założeniu miał to być czysto Black Metalowy zine, bo w okolicach 1992 roku czarnometalowa burza właśnie się u nas rozpoczynała… Metalowcy w Polsce już patrzyli na łunę na północnym niebie. Przedmiotowe pismo było (lub miało być) bezpośrednim spadkobiercą pisma które już kiedyś opisałem, a mianowicie Desecrater zine. Drogi dwóch edytorów wspomnianego zina (Krzysztofa i Sławka) rozeszły się po wydaniu dwóch numerów. W wyniku rozłamu miał właśnie powstać Victory of Darkness zine, powołany do życia przez Krzysztofa. Do listów trafiły zatem obowiązkowe wówczas flyery i zapowiedzi pierwszego numeru. Ze szczątkowych informacji które udało mi się odnaleźć wynika, że pismo miało być redagowane w języku angielskim, a na okładkę pierwszego numeru miał trafić obrazek autorstwa samego Chrisa Moyena, rysownika którego grafiki były już wówczas na wydawnictwach Beherit czy Blasphemy. Czy do tego doszło? Tego nie wiem, brak jednoznacznego potwierdzenia że pismo się rzeczywiście ukazało, choć jest to bardzo możliwe. W wywiadzie z edytorem który odnalazłem w innym zinie, padły nazwy takie jak Necromantia, Burzum, Moonspell, Ungod, Enslaved, Emperor czy Abigail. Czarna polewka, na bogato miało być – choć trzeba przyznać że już Decsecrater był mocno nasycony zespoami z kręgó1) BM. Do tego wywiady z Metallionem ze Slayer zine oraz, co zacytuję w całości „artykuły o okultyzmie, satanizmie, bluźniercze poematy, etc.” Plany ambitne, pytanie tylko czy udało się je zrealizować, czy były tylko chęci czy jednak Victory of Darkness zine powstał z piekła rodem. Tu stawiam pytajnik.

OK. Jeszcze suplement. Otóż równolegle z powstającym zinem, edytor aktywnie działał prowadząc polski fan klub Necromantia, rozprowadzając kasety (prawdopodobnie Vampiric Rituals i Demo’93), naklejki, biosy i chyba też jeden wzór koszulki. Fan klub działa z błogosławieństwem Morbida, po nazwą „Shadows of the Damned”. Cóż, Grecy byli wówczas w Polsce dość popularni, ale co stało się dalej, po wydarzeniach w Norwegii i rozbujaniu norweskiej fali BM to już wiemy.

The end.